Witam po dosyć długiej przerwie.
Obiecałam rozdział, więc oto on.
Dotrzymałam słowa.
Miłego czytania i wyrażania opinii.
Pozdrawiam. Liliann.
***
Rozdział XXIX. - Tak... Kochasz go.'
***
'Bardzo go kochała, mieli wspólne plany.
Otworzyli oczy to samo ujrzeli,
jego puste oczy no i krew na bieli...
Los im zabrał wszystko i szczesliwą gwiazdę,
Świat idzie do przodu, sami dobrze wiecie...'
***
Brązowowłosa leżała na łóżku i ślepo wpatrywała się w sufit.
Wciąż dręczyło ją to,że ktoś chciał zabić ją i Dracona.
Ale łzy spłynęły jej po policzku z myślą, że została sama.
Dumblendore zadecydował, że Draco opuści teren Hogwartu
i spotka się z Voldemortem. I jeśli będzie to konieczne...
rozegrają walkę na śmierć i życie.
Wtuliła się mocno w poduszkę odgarniając
spadające na oczy loki. Cierpiała...
-Dlaczego...-wyszeptała-Dlaczego właśnie on...
A nie ja... Dlaczego?
Zasnęła i przypomniała jej się cała sytuacja,
której nie chciałaby pamiętać.
Ta, co się stała tego samego dnia,
gdy Perty oddała swoje życie za nią.
Daj mi chwilę...
Tylko tyle...
Chcę byś był już zawsze ze mną tu
Daj mi chwilę...
Chociaż tyle...
Ale nie zostawiaj nigdy już...
-Uspokój ją, Draco...-powiedział cicho Albus.-To nie jej wina.
-Moja...-wyszeptał Malfoy opuszczając
głowę w dół.-To ja nawaliłem.
-Dlaczego Voldemort miesza się
w nieswoje sprawy?-spytała zdenerwowana
Nie usłyszała jednak na to pytanie żadnej konkretnej odpowiedzi.
-Dyrektorze, w takim razie co mam zrobić?-zapytał
odchodząc od tematu.
-Co, proszę? Co TY masz zrobić? Nie, nie, nie.
Chciałeś powiedzieć 'co my mamy zrobić.
Łącznie z Harry'm. Rozumiesz?-ostrzegła surowo.
-Hermiono, zostaw nas samych. Dobrze?-szepł dyrektor.
-Słucham? To chyba chyba jakiś żart? Pff...-parsknęła,
lecz gdy oboje spojrzeli na nią dziwnym wzrokiem,
zrozumiała, że powinna wyjść. I tak zrobiła.
... Trzaskając przy tym głośno drzwiami.
Była zdenerwowana. Bez przerwy myślała o tej sytuacji,
która wydarzyła się przed wczoraj. I od tamtej pory
nie widziała Dracona... Przeciągnęła się i przykryła kołdrą. Ciężko westchnęła i zamknęła oczy. Po jakimś czasie zasnęła.
***
W bibliotece...
Grupka dziewczyn, która przygotowywała się do egzaminu,
cicho szeptała.
-Kim on jest? Bo widziałam go dzisiaj na
korytarzu!-spytała jedna z nich.
-Ale kto? Chodzi Ci o tego przystojniaka?
Och, nie wiem. Ale podobno Cathen coś wie na ten
temat, prawda kochana?-Lusyja szturchnęła łokciem
siedzącą obok niej rudowłosą, która rysowała w zeszycie serduszko.
-Ej, Cath? Cath? Co Ty tam mazgrolisz?-dopytywała Emma. Po chwili
wyrwała koleżance notes i dokładnie przyjrzała się rysunkowi.
-Sądzę, że nasza Cath się zakochała. W tym niekształtym serduszku
napisane jest 'Pan Seyer'. Kto to?-spytała ciekawska Mel.
-To on. On, on, on, on... On.-majaczyła bez przerwy.-On, on, on...
-Kto?!-krzyknęły zdenerwowane przyjaciółki.
-On.-szepła wskazując palcem na mężczyznę wchodzącego do
sali. Rozmawiał z bibliotekarką i wziął kilka książek.
-Aaa... Cudowny. Szczupły blondyn...-rzekła któraś.
-Niebieskie oczy... Śliczny uśmiech...
-Słodki, romantyczny, boski...
Nagle rozległo się głośne bum, bum.
-Ziemia do was!!!! Spadły mu książki! Wkraczamy do akcji.-szepła
zachwycona Em. Podbiegła jako pierwsza.
-Och, pomogę Ci. Proszę. A kim jesteś?
Nie widziałam Cię tu wcześniej. Podaj dormitorium, klasę? Wiek? Cokolwiek...-mówiła zachwycona.
-Yyy... Dziękuję.-odpowiedział biorąc podręczniki.-Profesor Seyer.
-Pro...feee..sorr?! PROFESOR? Profesor?
-Tak. Jestem tutaj nowy. Zastępuje Severus'a Snape'a.
Będę uczył Obrony Przed Czarną Magią.
-Aaaaaaaaa.... Aaaaaa...-jąkała Emma.
Nauczyciel zrobił dziwną minę i spojrzał na uczennicę
jak na wariatkę. Ukłonił się i opuścił pomieszczenie.
-Aaaaaa... Aaaaa... Aaaaa...
***
-Witam. W jakiej sprawie miałam do Pana przyjść?
-Hermiono, chcę, abyś o czymś wiedziała.
Otóż Draco wyruszył w długą i niebezpieczną podróż...
Spokojnie. Nie denerwuj się tylko. Usiądź i wysłuchaj
mnie do końca. Nie wiadomo, czy wróci z niej
cały i zdrowy. Stanie w walce z Sam-Wiesz-Kim...- powiedział.
-Voldemort... Pożałuje, jeśli coś mu zrobi... Popamięta mnie!
-Nie przerywaj. Wiem jak się czujesz.
Ale nic nie jesteś w stanie zrobić. Nie pomożesz mu teraz.
Posłuchaj... W Hogwarcie nie jesteś już bezpieczna.
Tak samo Harry. Musicie się przenieść. Wszystko już
zaplanowałem. Ty, on i Ronald wybierzecie się dziś do państwa
Weasley'ów na jakiś czas, dopóki Malfoy nie wróci
'na tarczy lub z tarczą'...
-Dobrze.-dziewczyna przełknęła ślinę-Ale ja tak się
o niego boję... Bo ja... No bo... Ech, poprostu wiadomo
o co mi chodzi... No wie Pan...
-Tak... Ty go kochasz.
***
-Współczuję Ci... To musi być strasznie bolesne...
Dziewczyny zawsze ryczą z powodu facetów.
Ale to, co się Tobie przytrafiło...
To no wiesz, nie będę się za bardzo wtrącał i Ci dokuczał.
Harr...y... Ej! Co Ty robisz? Zabieraj tą łapę sprzed mojego nosa.
Harry zaczął wymachiwać pięścią przed twarzą Rona.
-Nie mów przy niej o Nim, dobra? Bo... będzie źle.
-No dobra, dobra. Nie musisz się tak denerwować... No...
-Uspokójcie się... Macie wszystko, co potrzebne?
Zaraz jedziemy...-gdy oboje kiwneli głowami na znak 'tak',
dziewczyna zeszła po schodach. A oni powędrowali za nią
aż dotarli do gabinetu Dumblendore'a.
-Dobrze, że jesteście. Artur i Molly powinni tu zaraz być.
-Albusie...-wyszeptała cicho brązowowłosa.
-Wiem. Jeżeli będę cokolwiek wiedział o Draconie, oczywiście
powiadomię Cię jako pierwszą osobę. Bądź czujna.-odpowiedział.
Po chwili do pomieszczenia weszli Weasley'owie.
-Harry, Hermiona! Jak miło was widzieć. Jak wy zbladliście...
Wyglądacie już gorzej od... Rona.
-Oj, mamo... Bez przesady...
-A Ty cicho bądź. Idź już ojciem do samochodu. No już!
O czym to ja mówiłam... Ach, tak. Albusie, bardzo się
cieszymy, że te przesympatyczne dzieciaki będą u nas
przez jakiś czas mieszkały. Nie zawracam już głowy.
No, idziemy. W domu czeka na was pyszny obiad.
-I zupa cebulowa...-wyszeptał Harry.
-Tak. A skąd wiedziałeś?-spytała Molly ze zdziwieniem.
-Bo zawsze jest.
***
Przepraszam, że się nie wysiliłam, ale nie miałam czasu.
I weny. Ale obiecuję, że kolejny rozdział będzie dłuższy
i o wiele ciekawszy od tego. Całuję.
***

Nastrój:
tagi: