Wreszcie nowy rozdział. Wybaczcie, że długo żadnego nie było. Ale tak czy inaczej opowiadanie jest dalej prowadzone i nie było porzucone. Poprostu nie miałam czasu. Zapraszam do czytania i komentowania. ;*
***
Rozdział XXVIII. ''Nie rozdzieli nas nikt!''
Katie Bell była pewna tego, co ma zamiar zrobić.
Chciała zabić Hermionę i Dracona. Nie obchodziło
ją, że poniesie z tego powodu poważne konsekwencje.
Myślała tylko o pozbyciu się ich raz na zawsze.
-Nie zrobisz tego. Nie jesteś do tego zdolna.-powiedział
blondyn drwiąc sobie z dziewczyny.
-Tak uważasz?! To się mylisz! Co Ty w ogóle o mnie
wiesz? Nic! -krzyknęła. Chłopak podszedł do niej.
-Nie zbliżaj się do mnie! Stój! Bo pożałujesz!-zagroziła.
-Katie... Uspokój się, zrozum, że...
-Zamknij się! Nie udzieliłam Ci głosu, Granger.-wrzasnęła
wymachując pięścią.
-Katie, nie mamy czasu! Zastanów się nad tym, co
masz zamiar zrobić...-poganiała Perty.
-Spokojnie. Zastanawiam się, kogo mam najpierw
załatwić. Trudna decyzja...-wyszeptała i zaśmiała się głośno.
-Nie rozdzieli nas nikt! Szczególnie Ty.-odparł Draco przytulając
do siebie Hermionę, co bardzo zdenerwowało czarnowłosą.
-Dość tego cackania! Nienawidzę was! To już koniec waszej
durnej miłości! Ha Ha!-krzyczała. Po policzkach spłynęło jej
kilka gorzkich łez. Zacisła mocno rękę, w której spoczywała
różdżka. Nagle poczuła, jak ktoś szarpie ją od tyłu za rękaw.
-Nie rób tego, proszę. Jesteś obłąkana...-wyjąkała Perty ze
strachem w oczach.
-Zostaw mnie w spokoju, odczep się. Nie wtykaj nosa w
nieswoje sprawy!-zadrwiła wyśmiewając się z niej.
-Katie, dlaczego to robisz?!-spytała brązowowłosa
panikując. Wiedziała, że to już koniec...
-Ty dobrze wiesz! Nie będę Ci się tłumaczyć.
To właśnie Ty zginiesz na naszych oczach!
I nie jest mi z tego powodu przykro! Avada
Ke...!
-Avada Kedavra!-wykrzyknął ktoś i oba ciała upadły
w tym samym czasie na ziemię.
-Nie!!!!-krzyknęła ze łzami w oczach Hermiona.
Podbiegła do leżącej na ziemi dziewczyny, która
jeszcze żyła... Umierała... I bardzo cierpiała...
-Perty...-wyszeptała i zakryła twarz dłońmi. Malfoy
przyglądał się całemu zdarzeniu. Nie potrafił nic
powiedzieć. Był w szoku...
-Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego?!-pytała.
-Herm..ii.ono... Nie mogłam pozwolić, aby Katie was
zabiła... Czuję się taka słaba...-szeptała Perty.
-Nie umieraj, przyprowadzę pomoc!-krzyknęła.
-Nie... To już koniec. Już... już po wszystkim.-
po jej bladym policzku spłynęła łza. Krew z ust
zalała jej bluzkę. Uśmiechnęła się i zamknęła oczy.
I już ich nie otworzyła...
-Nie... To niemożliwe...!-krzyknęła i wybuchnęła płaczem.
Draco podszedł do dziewczyny i pociągnął za rękę, by nie
kuliła się więcej nad zwłokami. Przytulił ją mocno do siebie.
-Już nikt nas nie rozdzieli... Nikt...-wyszeptał głaszcząc ją
delikatnie po włosach.
***
Cała sprawa nazajutrz została wyjaśniona.
Draco z Hermioną zeznali wszystko z wczorajszego dnia.
Nie zostali ukarani. Objęto ich pomocą pani Pomfrey.
Podała im leki uspokajające. Brązowowłosa mimo tego nadal
cierpiała. Czuła się winna śmierci tych dwóch osób. Malfoy
wybijał jej to ciągle z głowy. Tłumaczył, że to przez Bell.
Przez trzy następne dni para nie widziała się w ogóle, gdyż
wszyscy uczniowie pilnie przygotowywali się do egzaminów
próbnych. W końcu znalezli chwilę czasu tylko dla siebie.
Umówili się przy jeziorze, obok starego dębu.
Dziewczyna czekała na Dracona. Wpatrywała się w krajobraz.
Nieoczekiwanie ktoś złapał ją od tyłu i zasłonił oczy.
Odrazu poznała, kim jest ta osoba. Odwróciła się i
uśmiechnęła. Jednak po chwili znów przyjęła smutny
wyraz twarzy. Wciąż nie mogła się otrząsnąć...
-Będzie dobrze, nie przejmuj się.-wyszeptał.
-Wierzę Ci, wiem to. Ale potrzebuję czasu, by dojść do
siebie. Cieszę się, że przy mnie jesteś. Nie sądziłam, że
w ogóle będziemy razem. A jednak...-odrzekła wtulając się
w niego. Blondyn westchnął. Nastała cisza.
-Ja też nie przypuszczałem, że to wszystko zajdzie aż tak
daleko. Ale nie żałuję.-odparł po chwili.
-Nie chcę Cie stracić! Nie rozumiem, dlaczego tak nie
akceptują tego, że jesteśmy razem...-powiedziała patrząc
mu w oczy. Pogładził ją po zimnym policzku.
-Nie stracisz mnie, ani ja Ciebie. Nikt nas nigdy nie
rozdzieli, rozumiesz?-po tych słowach pobladł.
-Co się stało? Draco?-spytała zdziwiona. Zapiekł go Mroczny
Znak. I to bardzo. Odsunął się od dziewczyny i podwinął
rękaw.
-Voldemort mnie wzywa. To coś ważnego. Wiem o co chodzi...
Nie chcę być już jego wspólnikiem. Zabije mnie za to...
-Co?! Dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziałeś?!
-Nie chciałem Cię martwić...
-Musimy coś z tym zrobić! Chodź do Dumblendore'a!-krzyknęła
i szybkim krokiem szła w stronę Hogwartu.
-Poczekaj! Nie tak szybko...-dogonił ją i złapał za rękę.
Dotarli do gabinetu dyrektora i zapukali. Weszli do środka.
-Draco... Dobrze, że jesteś. Mam Ci do przekazania ważną
wiadomość. Ty i cał Hogwart jesteśmy w niebezpieczeństwie.-
rzekł zdenerwowany Albus podchodząc do nich.
-O co tu chodzi?! Czy mogę wiedzieć cokolwiek?!-krzyknęła
zdenerwowana Hermiona.
-Spokojnie, już wszystko tłumaczę. Voldemort odzyskał
siły i jest o wiele niebezpieczniejszy. Draco, złamałeś
przysięgę śmierciożerców. Nie posłuchałeś Sam-Wiesz-Kogo.
-Czego nie wykonałeś?-spytała brązowowłosa patrząc na chłopaka.
-Miałem się w Tobie odkochać, znienawidzić... Nie pozwoliłem
mu na to. Nie będzie decydował o moich sprawach!-szepnął.
-Hogwart... Uważam, że nasza Szkoła: ani nauczyciele, a tym
bardziej uczniowie nie dadzą sobie rady z Voldemorotem. Musisz
na siebie uważasz, Draco. To samo dotyczy Harry'ego Potter'a i...
i Ciebie Hermiono.-wyszeptał.
Brązowowłosa była przerażona. Nie mogła nic powiedzieć... Nic...
***