
***
Draco Malfoy
Nie wiedział już co robić...
Gdy myślał, że to już koniec,uklękł nad nią.
Płakał jak małe dziecko, obwiniał za to siebie.
-To moja wina ! Nie zdążyłem... ! -krzyczał...
Trzymał jej zimną rękę i ściskał... Prosił, by to
był tylko zły sen, który zaraz przeminie...
Położył się obok Hermiony, głowę dał na jej ciele
i modlił się o cud, że zacznie oddychać...
Nagle poczuł, jak czyjaś delikatna dłoń gładzi jego
mokre włosy. Początkowo myślał, że mu się zdawało.
-Co do licha...-powiedział i wstał. Brązowowłosa poruszyła się.
-Co się dzieje?-wykrztusiła z siebie.-Draco... Co Ty tu robisz?
-Dlaczego to zrobiłaś?! Dlaczego?!-krzyczał.
-Bo ja... Cię... kocham...-wyszeptała lekko się uśmiechając.
Dracon był w szoku. Czyżby się przysłyszał?
-Co powiedziałaś?-spytał, by się upewnić.
-Kocham Cię.-rzekła i próbowała się podnieść. Była zbyt słaba,
a przemoczone ubrania były ciężkie. Straciła przytomność.
Chłopak wziął ją na ręce i poszedł w stronę skrzydła szpitalnego.
Harry Potter
Harry bardzo martwił się o przyjaciółkę.
Ron podtrzymywał go na duchu, tłumacząc, że
pewnie nic jej nie jest i niedługo się pojawi...
-Napewno zasiedziała się w bibliotece-powiedział siadając
obok niego w pokoju wspólnym. Nie odzywali się do siebie
słowem przez jakomś dłuższą chwilę. Aż w końcu...
-Idę jej poszukać !-krzyknął zrywając się z kanapy.
-Zaczekaj na mnie !-zawołał Ron biegnąc za nim.
Przeszukali wszystkie miejsca, w których lubiła przesiadywać
ich brązowowłosa przyjaciółka. Nigdzie jej nie było...
-Cholera ! I co? Niedługo się pojawi, co?!-zakpił Harry uderzając
rudowłosego w ramię. Po chwili zaczepił ich Gryffon w ważnej sprawie.
-O co chodzi, Nevil ?-zapytał Ron czujnie mu się przyglądając.
-Hermiona jest w skrzydle szpitalnym. Jest z nią dobrze, Draco ją
uratował. Próbowała popełnić samobójstwo.-wyszeptał opuszczając
głowę w dół.-Idzcie lepiej do niej. Chce was widzieć natychmiast.
Pobiegli jak najszybciej się dało. Leżała samotnie w sali.
-Hermiono!-wykrzyknęli równocześnie zbliżając się do jej łóżka.
Draco Malfoy
Ślizgon siedział w lochach skulony. Myślał.
-Kocha mnie... To dobrze czy źle? Nie wiem...
Miał tyle pytań, na które nie otrzymał odpowiedzi...
Minęła godzina od tego wypadku, jeśli można to tak nazwać.
-Dlaczego skoczyła do tego jeziora? Czy to przeze mnie?
Wstał i postanowił ją sam o to spytać. Ruszył do skrzydła
szpitalnego. Miał nadzieję, że będzie sama. Uchylił lekko drzwi.
-Draco...-wyszeptała widząc go.-Jak dobrze, że Cię widzę...
Podszedł bliżej i usiadł obok niej. Nie wiedział od czego zacząć.
Brązowowłosa usiadła obok niego i ciężko westchnęła.
Popatrzyli sobie w oczy... Po jej policzku spłynęła łza szczęścia.
-Hermiono, ja...-i znowu brak tematu. Gnębiła go ta cisza i milczenie.
Wstał i pociągnął ją za rękę. Złapał ją w pasie. Ich oddechy się spotkały.
Doszło do długiego pocałunku. Oboje tego chcieli, nie zaprzeczyli...
I co dalej... ?
Hermiona pod wieczór opuściła skrzydło szpitalne.
Odprowadził ją pod same dormitorium- Draco.
Harry i Ron są szczęśliwi, że brązowowłosej nic się nie stało.
Jednak jeszcze nie wiedzą, że łączy ją coś z Malfoy'em, ich
największym wrogiem. W krótce się o tym dowiedzą... A jutro rano
jest bal, na który Hermi tak długo czekała, bo... zobaczy ukochanego,
a Draco- ukochaną. I nie obchodzi ich to, co sobie pomyślą inni...
Bo nawet zakazana miłość przetrwa wszystko...
jeśli się kogoś bardzo kocha, będzie trwała wieki...